poniedziałek, 5 października 2015

Niedzielne Zakopane

Zakopane
Uwielbiam wycieczki, dlatego w ostatni tak letni jesienny weekend postanowiliśmy się wybrać na jednodniowy wypad do Zakopanego. Ta propozycja wyszła od mojego Męża wiec, mimo pewnych, uzasadnionych wątpliwości zdecydowałam się na wyjazd. Ostatni raz byłam w Zakopanym 4 lata temu, aż wstyd się przyznać mieszkance Krakowa, dlatego z lekkim napięciem szykowałam nas rano do wyjazdu. Liczyliśmy się z niewielkimi krokami i liczbą turystów ale to co zastaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Już wiem dlaczego tak dawno tam nie byłam i raczej szybko nie wrócę.

Zakopane
Wyjechaliśmy z Krakowa o naprawdę przyzwoitej porze jednak już w drodze do Zakopanego mieliśmy przyjemność stać w korkach. Gdy już szczęśliwie dojechaliśmy pozostało tylko znaleźć miejsce parkingowe. Nie było to łatwe nawet na parkingach strzeżonych był tłok.

Krupówki były zalane powodzią ludzi. Od najmniejszych do starszych. Każdy metr kwadratowy, każda szczelina i knajpa. Zrezygnowaliśmy z wyjazdu na Gubałówkę, nawet nie dotarliśmy pod nią. Za bardzo się bałam że zgubimy się w tłumie. Bardzo żałuję też, że nie udało mi się spenetrować stoisk pod Gubałówką tam zawsze można znaleźć coś ciekawego. Czym prędzej uciekaliśmy z Krupówek. Wybraliśmy się na spacer pod Skocznię. Był to świetny pomysł. Spokojna trasa, córka zachwycona. Niestety na miejscu nie posiedzieliśmy za długo, strasznie wiało. W drodze powrotnej usiedliśmy w najbardziej pustej karczmie. Udało nam się zjeść w miarę szybko obiad. Goście, którzy przyszli już po nas nie mieli tego komfortu. Knajpa zapełniała się w zastraszającym tempie, na posiłek trzeba było czekać co najmniej 20 min.
Zakopane
Dość szybko się stamtąd ewakuowaliśmy. Córka od nadmiaru wrażeń i zmęczenia zaczynała być niespokojna. Zdecydowaliśmy się jednak odwiedzić jeszcze pobliski park. Tam oo dziwo był spokój. Praktycznie wszystkie ławki puste, a to tuż przy samych Krupówkach. Widać ludzie lubią się gnieść i obijać o siebie. Choć najlepsze było to, że co trochę słyszałam ludzi narzekających na tłumy ale wszyscy z chęcią tu zawsze przyjeżdżają i raczej nie przestaną. O wielkim popycie świadczą dosłownie wszedzie porozstawiane budki z badziewiem. Wszelkiego rodzaju kramy i wielka pseudostrzelnica. Całości dopełnia budowa galerii. Wygląda to nieciekawie.

Oczywiście powrót stał pod znakiem korka, na szczęście mój cudowny Mąż wynalazł objazdy dzięki którym w miarę szybko dotarliśmy do Krakowa.

Wybierając się w słoneczną niedzielę do Zakopanego liczyłam się z niedogodnościami jednak realia mnie przerosly. Stronie od tłumów a na Krupówkach ich raczej nigdy nie zabraknie. Na szczęście są w Zakopanym miejsca gdzie można odpocząć, jest to każde miejsce poza wyżej wymienionymi Krupowkami.
Zakopane









2 komentarze:

  1. Kocham Zakopane i, o dziwo, nigdy jeszcze nie stałam w korku na Zakopiance :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ja zawsze mam to "szczęście"

      Usuń